Dopiero mogę coś napisać bo czasu brak…wczoraj cały dzień spędziłam na pieczeniu ciasta…dosłownie cały dzień!!! ale wypieki wyszły całkiem całkiem….musiałam sporo napiec bo w piątek niestety poleciały bardzo leukocyty  (1100 tylko) i niestety pani dr nie puściła Zuzki…wiec nie do końca wiadomo było czy urodzinki będą tam czy tu wiec musiałam napiec tyle ,zeby starczyło na ewentualne 2 imprezki…ale dzisiaj od rana czekałam na wieści “frontowe”….oj juz od 4.00 nie mogłam spać….tak bardzo chciałam usłyszeć “idziecie do domu’…

rano pobieranie krwi…niestety za pierwszym razem nie udało się…już nerwówka…w końcu przed 9.00 krewka została pobrana…teraz tylko zostało czekać i być dobrej myśli…. ja w domku z przygotowanym ciastem czekałam na sygnał czy jadę po Zuzkę czy jedziemy niestety tam świętować…iii przed 11.00 tel od Zuzki…”mamo przyjedź po mnie!!” no radość w domu była niesamowita….wiec spakowałam blachy z ciastami do samochodu i po Zuzkę…w szpitalku wszystkie dzieci ,lekarze i pielęgniarki zostali poczęstowani słodkimi wypiekami…Zuzia dostała również prezenciki od cioteczek szpitalnych….potem rozmowa i instrukcje pani dr pożegnanie z koleżankami szpitalnymi i do domku..

Do domku dotarliśmy przed 16.00…. a tam baloniki torcik i ciasto….ale Zuzulek szalała ze szczęścia… ciągle powtarzała “ale się cieszę”…wszystkie prezenty bardzo jej się podobały…ale chyba  najlepszy prezent to ten ,że mogła choć w połowie spędzić ten dzień w domku…ze swoim kochanym rodzeństwem…bez kabelków i kroplówek…