Jak widać niżej imprezka urodzinowa była mała tylko rodzeństwo i babcia ale i tak było radośnie i wesoło….niestety nie mogliśmy nikogo zaprosić bo wyniki były mizerne jeszcze i miała barzdo mało granulocytów 0,36 czyli odporność zerowa wiec i zakaz przyjmowania gości…ale pomimo wszystko wrazeń i tak cała masa była….chciałabym podziękować wszystkim cioteczkom za pamięć i życzenia dla Zuzi…jesteście kochane!

tydzień zleciał nam jak z bicza strzelił…Zuzka w domku “odżyła” wrócił jej apetyt baa nawet przytyła trochę…no ale co się dziwcić mieliła bużką  na okrągło a to mięsko a to pomidorka ….oj dużo by wymieniać w sumie wyglądało to tak jakby na nowo smaki poznawała…ale co się dziwić przez ostatni miesiąc mało jadła głównie suchy chlebek albo chrupki kukurydziane…a mięska to chyba dwa miesiące nie jadła…nawet nie chciała o nim słyszeć…a teraz…oj ma apetyt co mnie oczywiście cieszy….

i muszę się pochwalić ,że w niedzielę nawet spacerek zaliczyłyśmy…wcześniejsze dni niestety nie dopisywały w pogodę….a w niedziele po obiadku postanowiłyśmy zaszaleć….pojechałyśmy sobie z dziewczynami do mojego brata a ten pokazał nam fajną dziką plażę….cisza, spokój ,trawka, ptaszki, do tego niezbyt słonecznie… no idealnie….mała powdychała trochę tego świeżego powietrza…było bardzo sympatycznie:)

A dzisiaj…. pobudka o 6.30 bo rano miałyśmy stawić się na izbie przyjęć…wiadomo podróż kolejki na izbie i tak na oddział dotarłyśmy coś ok. 9.00…..a tu starzy znajomi Karolinka,Natalka….do tego dzieci które skończyły leczenie ale niestety wracają tu jak mają infekcję tak jak Adrian…albo mają wysokie transaminazy jak Błażej…no niestety to ,że intensywne leczenie jest zakończone nie oznacza końca…bo przecież jeszcze leczenie podtrzymujące….takie jak od dzisiaj zaczyna Zuza..właśnie po to przyjechałyśmy na badanka ważenie i rozpiskę chemii tabletkowej…i myślałam ,ze tylko po to….jednak jadąc tu nigdy nie wiadomo nic na 100%…miałyśmy zrobić tylko badanka .płukanie waskuportu rozpiska i do domu….tymczasem dowiedziałam się ,ze Zuzce pobiorą dzisiaj szpik!!!  niestety nie jest to standardowe postępowanie….pani dr poinformowała mnie ,ze jest trochę w rozmazie krwi niepokojących limfocytów blastycznych…nawet nie wiem czy dobrze piszę bo jak tylko usłyszałam ,że blastycznych to czułam jak nogi się pode mną uginają….no wiec niestety są namnożyły się jakieś dziwne formy i teraz trzeba to gruntownie sprawdzić..czyli pobrać szpik zobaczyć co tam się dzieje….szpik pobrany…teraz zostało tylko czekać…i znowu strach,łzy,smutek ,przygnębienie…co będzie??….ale wierzę.. wierzę ,że będzie dobrze!!