Znowu dawno tu nie zaglądałam…..i nie pisałam…Chyba pisanie bloga ze szpitalem mi się kojarzy…no w sumie tam będąc zaczęłam go pisać…..a czemu dzisiaj robię wpis?? bo dzisiaj jest 5 pażdziernika…..tak…dokładnie rok temu 5 października Zuzka trafiła do szpitala…..niby tak dawno no bo w końcu to było rok temu ..ale jak poczułam ten chłod jesieni wszystko wydaje się tak niedawo…wtedy tak jak i dzisiaj też byl słoneczny choć zimny dzień….niby dzień jak każdy inny słońce ,wiatr,ludzie idący do pracy inni śpieszący się do swoich spraw….i my….jeszcze niczego nie świadomi…nie świadomi tego że już  za kilka godzin dowiemy się czegoś , co nawet nie przeszło by nam przez myśl….że zdrowa dotąd dziewczynka ,nasza córeczka jest chora…poważnie chora…a zaczęło się niewinnie ból nóżki podwyższona temperatura…objawy zaziębienia…ale badanie krwi pokazało ze to cos poważniejszego…a Zuzia z godziny na godzinę czułą się coraz gorzej…usg ,rtg i już było widomo ,ze to nie grypa że to cos poważniejszego….skierowanie na oddział hematologiczno-onkologiczny …po przewiezieniu jej tam jej stan już był poważny że lekarze nie czekali ani chwili…od razu pobrali szpik..oni już widzieli …my nawet nie podejrzewaliśmy….agdy już lekarze powiadomili nas ,ze niestety nasze dziecko jest poważnie chore…chore na białaczkę….przeszył mnie zimny ,lodowaty dreszcz…bo tego dnia wiał zimny wiatr….pomimo słonecznego dnia….