piszę… bo myślałam ze da radę zapomnieć…jednak nie…przychodzi ten dzień i ….mysli się…. dzień kiedy nasze i jej zycie zmieniło się..kiedy dowiedzieliśmy się o chorobie..strasznej chorobie…śmiertelnej…to dla rodziców jest straszne…ona nie rozumiała,.. ale my tak…jak bardzo zmieniło się życie…nasze ,,Zuzi… to jest nie do opisania…nagle świat wywraca się do góry nogami…. nic już nie jest takie jak było…i pomimo, że mija czas  cieszymy się z tego co jest..co mamy …to jednak nic już nie jest takie jak było kiedyś…

Zuzia…. jaka to kochana dziewczynka…i nie jest to przesadyzm…..kogo nie spotka na swojej drodze to obsciskuje …całuje….potrafi tak zachwycać sie zwykłymi rzeczami ,ze jak ktoś by pomyślał ze nigdy nic nieczego nie widziała…a ona tak bardzo cieszy się życiem!!!!!!! i ludzie którzy nie wiedzą z czym się boryka patrzą dziwnie… bo nie potrafia tak jak ona cieszyć się z tego  co maja co widzą i ze po prostu SĄ!!!

teraz kilka słow o Zuuu…po pierwsze kochana jest!!!!…pogodna,muzykalna,cudowna ,szczęliwa poprostu najkochańsza…

przez ten rok byłyśmy na pokazie mody 2 razy (foty wstawię) Zuu zrobiła urorę hehhe ale to nikogo nie dziwi…

były miłe i mniej miłe chwile..lądowałyśmy też w szpitalu …a to wątroba siadała ,a to infekcja…najgrożniesze było jak leukocyty skoczyły do wartości ,które nawet nie brałabym pod uwagę…były tak wysokie ,ze moje mysi krązyły wokół jednego…. NAWRÓT….. to było dla mie starszne… te kilka dni i badań w szpitalu…

ale  trudne jest to ,ze mamy ciagle nowych znajomych….no włąśnie…dziecvi chorują….i to jest takie bolesne widzieć jak rodzice pzrez to przechodzą… jak dzieci cierpią po kolejnych badaniach….strach….ból…i nadzieja… na leczenie..na to ,ze  jeszcze jest szansa na wyleczenie…to jest to na co kazdy rodzic ma nadziej…na leczenie…skuteczne leczenie..